Dolomity to rowerowy klasyk, który od dawna chcieliśmy odwiedzić. Dla Ani był to debiut w tak wysokich górach, więc nasz plan zakładał znalezienie złotego środka: trochę konkretnego wspinania, ale przede wszystkim wakacyjne tempo.
Sellaronda, gravelem też się da
To był pierwszy taki trip Ani i pierwsze zderzenie z tak dużym przewyższeniem na jednej rundzie. Sellaronda, czyli kultowa pętla wokół masywu Sella, to w rowerowym świecie pozycja obowiązkowa. Nie trzeba jej nikomu przedstawiać, codziennie przyciąga setki chętnych, którzy chcą zmierzyć się z tą legendą. Mało kto, podjeżdżając pod górę, myśli o tym, że te blade skały to tak naprawdę prehistoryczne rafy koralowe.
Zaczęliśmy w Corvarze, obierając kierunek na Arabbę przez Passo Campolongo. Dlaczego w tę stronę? Bo jest po prostu nieco prościej, a my przecież przyjechaliśmy tu po nasze kolarskie dolce vita. Na każdej przełęczy robiliśmy obowiązkową przerwę.
Z Arabby wjechaliśmy na Passo Pordoi. To właśnie w połowie tego podjazdu zaczynają się niesamowite widoki, które odciągają uwagę od zmęczenia.
Potem czekał nas stromy podjazd w pełnym słońcu na Passo Sella. Krajobraz robi się tam absolutnie surowy, z dramatycznymi, pionowymi formacjami skalnymi Piz Sella, a w tle majaczy lodowiec Marmolada.
Zaraz za zjazdem z Selli musieliśmy zjeść coś słodkiego – padło na tradycyjny, tyrolski Apfelstrudel. Następnie ruszyliśmy na Passo Gardena, skąd było już widać koniec naszej wspinaczki. Chwila przerwy i długi, satysfakcjonujący zjazd z powrotem do Corvary.
Brunico do Jeziora Braies
Po przejechaniu Sellarondy potrzebowaliśmy czegoś lżejszego. Zdecydowaliśmy się na trasę startującą z Brunico.
Ścieżka rowerowa okazała się świetnie wytyczona, łączyła odcinki asfaltowe z równymi, białymi szutrami. Po drodze przejeżdża się przez dawne tunele kolejowe, zaadaptowane na drogi dla rowerów, które w słoneczny dzień dają przyjemny cień.
Naszym głównym celem na ten dzień było słynne Jezioro Braies. Miejsce to jest bardzo popularne turystycznie, więc wjazd samochodem wymaga biletów i wcześniejszej rezerwacji. Na rowerze ten problem odpada - wjeżdżachaliśmy prosto z trasy.
Na miejscu tłumy, dokładnie tak, jak podejrzewaliśmy. Widok jednak wszystko wynagradza. Górska plaża, drewniane łódki na szmaragdowej wodzie i skaliste szczyty w tle tworzą niesamowity klimat.
Po krótkim postoju czekał nas już tylko powrót, czyli przyjemny zjazd praktycznie przez całą drogę w dół.

















