Plan na Jezioro Garda z Anią od początku był jasny: miało być gravelowo, przyjemnie i wakacyjnie - takie nasze kolarskie dolce vita.
Na bazę wybraliśmy Rivę del Garda. Północ jeziora jest kolarsko ciekawsza niż płaskie, plażowe południe. Jest tu masa pięknych tras, a góry schodzące prosto do wody robią niesamowity klimat.
Lago di Cavedine
Zaczęliśmy od urokliwej trasy rowerowej do Jeziora Cavedine wzdłuż rzeki Sarca. Trasa prowadzi przez Arco, nad którym góruje średniowieczne castello. Zamek z dołu wyglądał na tyle dobrze, że w sumie odpuściliśmy wjeżdżanie na górę. Dalej delikatny podjazd przez Dro, aż nad Lago di Cavedine. Zrobiliśmy krótki postój, woda w jeziorze była lodowata, idealna na ochłodę w upalny dzień.
Pętlę domknęliśmy stromym zjazdem ścieżką rowerową w kierunku Arco. Po drodze zahaczyliśmy o Bike & wine zaraz przy trasie, mają najlepsze panini i zimne wino musujące.
Do Rivy czekał nas już tylko długi, przyjemny zjazd. I choć wiatr znad jeziora wiał nam prosto w twarz, w żaden sposób nie psuło to radości z jazdy. Tutejsze wiatry działają jak w zegarku: rano z północy wieje chłodny Pelèr, a po południu z południa zrywa się silna Ora.
Malcesine, Castelletto, Garda
Plan na kolejny dzień to asfalt i eksploracja wschodniego brzegu. Na początku trasy jest kilka tuneli, więc mocne lampki rowerowe to konieczność.
Pierwszy postój zrobiliśmy w Malcesine. Urokliwe centro, ale tłumy turystów i chodzenie po bruku w butach z blokami szybko nas zmęczyły. Posiedzieliśmy w barze w małym porcie i ruszyliśmy dalej na południe.
Za miasteczkiem zaczyna się świetna, odseparowana od aut ścieżka rowerowa, którą można dojechać aż do Casteletto. Z każdym przejechanym kilometrem krajobraz robi się bardziej plażowy. Przy 45 km na liczniku dojechaliśmy do miejscowości Garda, gdzie zrobiliśmy przerwę na pizzę w jednej z portowych knajpek.
Zamiast wracać do Rivy całą trasę na rowerach, cofnęliśmy się do Malcesine gdzie szybko złapaliśmy prom do Riva del Garda (z krótkim przystankiem w Limone). Godzinny rejs z pięknymi widokami dobrze nam zrobił po całym dniu pedałowania.
Lago di Ledro
Strada del Ponale to kultowa trasa wykuta w stromym zboczu. Szlak wiedzie do Val di Ledro przez imponujące skalne półki, tarasy i tunele. Niegdyś była to kluczowa arteria komunikacyjna łącząca Rivę del Garda z doliną Ledro, a dalej aż z Brescią. Dziś to prawdziwe królestwo rowerów elektrycznych, ale na szczęście nasze gravele bez baterii też świetnie dały radę!
Podjazd jest długi, a południowe słońce potrafi dać się we znaki. Na końcówce robi się naprawdę stromo, ale jadąc spokojnym tempem, dotarliśmy nad jezioro Ledro, przecinając małe, klimatyczne wioski rozsiane po dolinie. Na górze zaliczyliśmy krótką przerwę na Lemonsodę i espresso przed rundą wokół jeziora.
Po powrocie do Rivy uznaliśmy, że na dziś wystarczy ostrego kręcenia. Wskoczyliśmy na rowery i podjechaliśmy na plażę w Torbole na zasłużony leżing.
Nago, Mori i Arco
Ostatni dzień zostawiliśmy na spokojne pożegnanie z górami. Przez Torbole podjechaliśmy do Nago, a potem doliną skierowaliśmy się do Mori. Samo miasteczko nie zachwyca, ale po drodze trafiliśmy na świetny lokalny bar z obowiązkowym espresso.
Powrót prowadził nowo wybudowaną ścieżką z Nago do Arco, będącą częścią Ciclovia del Garda. Serpentyny i estakady oferują tam świetne widoki – zdecydowanie jest to jedno z najlepszych miejsc na kolarskie zdjęcia z Jeziorem Garda w tle.





















